Fundamentu ciąg dalszy

Kiedy wylewane z betonu ściany były już związane można było je ocieplić oraz zasypać piaskiem.

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz. [czasami pomaga Ctrl+F5]Tutaj powinnam wtrącić komentarz, jak to jest z liczeniem kosztów budowy.

Kiedy dostałam projekt budynku i szykowałam się do budowy musiałam oczywiście policzyć jej orientacyjny koszt. W tamtym czasie wiedziałam mniej więcej jak buduje się domy kanadyjskie, ale nie miałam absolutnie żadnej wiedzy praktycznej, więc nie mogłam policzyć realnych kosztów.

Moje wyliczanki były typowe dla inwestora, który zakłada tylko to, co w projekcie, a nie potrafi policzyć kosztów wynikających z różnych niespodzianek. Taką niespodzianką była nierówność mojej działki.

Działka jest duża, więc nie było widać gołym inwestorskim okiem, że ma duży spadek. „Duży” w tym wypadku oznaczało 60-70cm! Zatem licząc koszt betonu czy piasku do zasypania fundamentu liczyłam dokładnie to, co było w projekcie. Kiedy geodeta wytyczył budynek okazało się, że spadek powoduje konieczność podwyższenia ścian fundamentowych. Nie była to miła dla mojej kieszeni informacja. Moje wyliczenia zuzycia betonu mogłam pomnożyć przez dwa, aby go zamówić. To samo było z piaskiem..

Ciężarówki woziły piasek, a ja miałam wrażenie, że zaczynam siwieć :)   Z każdą ciężarówką miałam nadzieję, że to już ta ostatnia, ale doświadczony majster kiwał tylko negująco głową i prosił o jeszcze…. W taki sposób ilość zakupionego piasku była ponad dwukrotnie większa niż wyliczanego, bowiem nie dość, że fundament ostatecznie wyszedł wyższy to jeszcze nie wzięłam pod uwagę tego, że piasek musi być dobrze ubity, aby płyta nie pękała. Ubijanie piasku zmniejsza jego objętość, co skutkuj zmniejszaniem zasobności portfela inwestora :)

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]Ostateczny rachunek zamknął się w liczbie 220 ton piasku.. Robi wrażenie? Na portfelu też..

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]Razem z piaskiem dojechały kręgi na budowę studni. Robienie studni przed przyjazdem geodety zaowocowało studnią w garażu. Najpierw się zmartwiłam, ale ostatecznie doszłam do wzniosku, że są też tego plusy. Nie zamarznie tak łatwo, krótsza rura doprowadzająca wodę do kotłowni, a w gorące dni będę miała podręczną piwniczkę :)

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]Piasek został ubity, więc mozna było zapraszać beton. Te wystające pręty zbrojeniowe to pomyłka murarzy, którzy nie mogli zrozumieć, że w tym domu wszystko, co powyżej fundamentu będzie z drewna… Obcięliśmy je później bez żalu :)

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]Płyta została zalana, a później też schody wejściowe.

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]Małe inwestorki były wniebowzięte! Chodziły po swoim domu! Co prawda tylko Męski Inwestor miał tego świadomość, ale grunt, że całe towarzystwo było zadowolone :)

Opublikowano w Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Ogrodzenie

W trakcie, kiedy wiązał beton górale robili ogrodzenie.

Zachwycił mnie prosty sposób równania słupków. Przywiązany sznurek pokazywał na jaką wysokość je dociąć. Takie to proste, a jak ktoś nie ma nic wspólnego z budową to nie przychodzi do głowy :)

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz. [czasami pomaga Ctrl+F5]Tutaj muszę wtrącić historyjkę o ustalaniu, jak zrobić ogrodzenie.

Ogrodzenie zrobione jest z drewnianych podkładów kolejowych. Jak wiadomo podkłady takie są moczone w oleju, aby wydłużyć ich żywotność. Nie sposób negować tego sposobu, bowiem kupowałam używane podkłady. W tamtych czasach było to proste, bo w wielu miejscach na kolei wymieniano drewniane na betonowe, a te stare sprzedawano za grosze.  Wiedziałam, że drewna nie można betonować. Górale pytali więc jak wyobrażam sobie osadzenie słupków w ziemi. Kupiłam wywrotkę kamyków i poprosiłam, aby zasypali słupki kamykami. Główny Murarz uśmiechnął się szeroko i zapytał:

- I myśli Pani, że to wytrzyma?

Wykopali dół, wsypali troche kamyków, wstawili słup i obsypali go kamieniami, ubijając je prowizoryczną ubijarką z dwóch kawałków grubych belek. Jakież było jego zdziwienie, kiedy oparł się o słup, a ten.. ani drgnął! Żartował później, że dostał pstryczka w nos, bo naśmiewał się ze mnie. A ja utwierdziłam się w przekonaniu, że porządni ludzie budują mi dom. Skoro starszy, doświadczony człowiek miał na tyle pokory, żeby przyznać małolatowi rację… I jeszcze śmiać się z samego siebie :)

Dodam, że od tamtego czasu minęło prawie 16 lat, a ogrodzenie stoi nadal i nie chwieje się :) Dobra robota górali i duża ilość oleju na dobrym drewnie robi swoje.

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]W międzyczasie chomikowałam piasek do zasypania fundamentów…

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]

Pewnego dnia przyjechałam na budowę po zmroku. Byłam przekonana, że górale już odpoczywają. A oni.. nosili ciężkie podkłady w dalsze rejony działki, żeby przygotować sobie pracę na nastepny dzień. Byłam pod wrażeniem pracowitości tych ludzi.

Na zdjęciu poniżej niesiony podkład, ale za dnia. Małe nie były te podkłady..

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]Ogrodzenie zostało pomalowane. Tutaj przypomina mi się moja złość na impregnat..

Wyczytałam gdzieś, że na pomalowanie 10mb ogrodzenia potrzebne jest ileś tam litrów impregantu z papugami. Była kiedyś (moze jest nadal, ale nie wiem) taka produkująca impregnaty firma, na opakowaniach której były papugi. Kupowałam ją w hurtowni (w której zresztą dzisiaj zaopatruje się nasza firma) tuż przed godziną zamknięcia. Nie chciałam więc przedłużać moich zakupów, poprosiłam o to, o czym czytałam, zapłaciłam horrendalny rachunek i pojechałam na budowę.

Ilość kupionego papuziego impregnatu miała starczyć na całość ogrodzenia. Starczyła na 1/4 i w dodatku tylko po jednej stronie… Nastepnym razem pojechałam do hurtowni wcześniej i dopytałam się o impregnaty. Rodzaj, zużycie, na jakie drewno.. Kupiłam impregnat innej firmy, zapłaciłam mniej niz poprzednim razem i… impregnat starczył na pomalowanie reszty ogrodzenia, pomalowanie drugiej strony i… zamalowanie papug – żeby kolor był ten sam.

Dużo mnie tamte zakupy nauczyły :) Inwestorze, nie śpiesz się! :) Do dzisiaj papugi mi się źle kojarzą..

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]

Opublikowano w Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | Komentarze są wyłączone

Początek fundamentów

W maju 1996 ekipa murarzy zaczęła przygotowywanie do wykonania fundamentu. Najpierw postawili mały prowizoryczny domek, w którym spali i przechowywane były narzędzia oraz podręczne materiały. Później przenieśli znaki geodety na deski i zaczęli kopać.

Wieczorem wyjeżdzałam z budowy wiedząc, że to już NAPRAWDĘ początek mojego domu.

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]Po paru dniach skomplikowany szalunek (te wykusze!!) był przygotowany.

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]Jak patrzę na ilość drewna, które się marnuje przy murowaniu to i dzisiaj żal mi ściska serce :(

To był moment, kiedy przyjechałam na „odbiór zbrojenia”. Miałam wtedy 26 lat, a czułam się jak nieopierzony małolat. Więc jak pomyślałam, że MAM SPRAWDZAĆ murarzy to aż mi było niezręcznie.. Pamiętałam jedną zasadę, którą ktoś mi podpowiedział: „jak przekątne budynku są takie same to znaczy, że jest dobrze zrobiony”. Resztę można poprawić.

Poprosiłam więc murarzy, abyśmy sprawdzili przekątne. Główny murarz uśmiechnął się pod wąsem i podał mi miarkę. Jakież było jego zdziwienie, jak okazało się, że przekątne różnią się o prawie 20cm! Prawdę mówiąc sama byłam zdziwiona, bo nie spodziewałam się tego, że znajdę błąd. Przyjechałam tam bardziej z myślą, że skoro mam sprawdzać to głupio byłoby nie przyjechać. Chciałam być odpowiedzialnym inwestorem!

Sprawdziliśmy te przekątne 3 razy. Za każdym razem niestety wychodziło to samo. W końcu znaleźliśmy błąd: wykusze oszukały murarskie oko, które w jednym miejscu mierzyło do narożnika wykusza, a nie do narożnika domu. Tych parę centymetrów zupełnie wykrzywiło bryłę.

Na szczęście trafiłam na porządnych fachowców (w końcu górale!) i poprawili wszystko bez mrugnięcia okiem, mimo, że zajęło im to z półtora dnia.

Jak tylko szalunek został poprawiony zaprosiliśmy beton :)

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]To był piękny widok :)

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]Betonowania pilnowały trzy małe inwestorki :) Czyli Inwestor Nr 1 – zupełnie podrośnięty i ruchliwy oraz dwie małe żeńskie inwestorki obserwujące wszystko ze swoich stacji obserwacyjnych :)

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]Podczas betonowania murarze szykowali ogrodzenie. Plan był taki, że jak zabetonujemy ściany fundamentowe i beton będzie wiązał to murarze zajmą się grodzeniem działki. Od frontu miały być zwykłe podkłady betonowe jako słupy, a do nich przymocowane deski. Tam, gdzie nie widać ogrodzenia miała być zwykła siatka na betonowych słupkach, które odziedziczyłam po rodzicach.

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]

Opublikowano w Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | Komentarze są wyłączone

Geodeta

Wiosną 1996 przyjechał na budowę pierwszy Ważny Człowiek – geodeta :) Wyznaczał granice działki.

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz. [czasami pomaga Ctrl+F5]W tamtym czasie działka leżała na takim końcu świata, że osnowa geodezyjna była oddalona o ponad kilometr… Dla niewtajemniczonych: żeby wytyczyć granice działki oraz dom – geodeta musiał wymierzać miejsce od punktu oddalonego o ponad kilometr :)

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz. [czasami pomaga Ctrl+F5]Początki budowy nie obyły się bez smaczków: geodeta miał nogę w gipsie! Ale że był słownym człowiekiem, to i tak dojechał do pracy :)

Jak dzisiaj patrzę na samochody, które wtedy dojechały na działkę.. Jakże się różnią od tych jeżdżących dzisiaj po polskich ulicach! To był 1996 rok. Rosyjski wielkolud, duży fiat, żuk.. Część osób budujących dzisiaj swoje domy nie pamięta nawet takich marek :) Z tym większym sentymentem zamieszczam te zdjęcia :)

Opublikowano w Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | Komentarze są wyłączone

Woda na działce

Dokumenty związane z projektem oraz pozwoleniem na budowę załatwiłam pod koniec 1994 roku. Udało mi się zrobić to przed wprowadzeniem w zycie nowego Prawa Budowlanego, które bardzo uporządkowało przepisy, ale też bardzo utrudniło drogę do własnego domu inwestorom.

Wczesną wiosną 1996 roku zrobiłam pierwszy krok w stronę mojego domu: zaprosiłam Panów Studniarzy :)

Wcześniej, nastraszona przez wszystkich Dobrych Podpowiadaczy, przyjechałam na działkę z Poszukiwaczem Wody, czyli człowiekiem, który gwarantował, że znajdzie żyłę wody, abym nie wierciła kilku studni, zanim znajdę wodę. Poszukiwacz znalazł odpowiednie miejsce – wydawało się, że blisko przyszłego garażu. Miejsce przyszłej studni – krzak czarnej porzeczki, jeden z wielu – zaznaczyłam czerwoną wstążką, żebym wiedziała gdzie wiercić studnię :)

Kiedy przyjechałam na działkę z Panami Studniarzami przeraziłam się, bo nie mogłam znaleźć tego krzaczka :) Panowie Studniarze czekali, a ja szukałam. Czekali, a ja szukałam.. W końcu… zdjęłam obrączkę z palca, powiesiłam na kawałku sznurka i poszłam w okolice, gdzie wydawało mi się, że studnia powinna być! :) Dzisiaj śmiać mi się chce, jak bardzo byłam zdesperowana oczekiwaniem Panów Studniarzy i moja niemożnością znalezienia miejsca przyszłej studni! Szanowałam ich czas, więc byłam zła, że nie zaznaczyłam lepiej tego miejsca. W końcu w pewnej chwili obrączka zawirowała i postanowiłam: WIERCIMY TUTAJ! Panowie zaczęli się szykować, a ja… odwróciłam się i za moimi plecami znalazłam czerwoną wstążkę! Do dziś nie wiem, czy to był przypadek, czy może rzeczywiście coś w tych wirujących metalach jest?

Więc Panowie zabrali sie za pracę:

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz. [czasami pomaga Ctrl+F5]Działka ma wciąż mnóstwo krzaków czarnej porzeczki, którą posadził mój Ojciec. Zupełnie nie przypomina mojego dzisiejszego ogrodu :)

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]Ten ogromny samochód pożerał podobno 40 litrów na 100km.. Dobre, rosyjskie auto ;) Spalanie przyprawia o zawrót głowy..

W końcu wypłynęła woda..

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz.  [czasami pomaga Ctrl+F5]

Opublikowano w Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Komentarze są wyłączone

Trudne dobrego początki….

Działka, na której stoi mój dom kiedyś wyglądała tak:

Jeśli masz kłopoty z wyświetlaniem zdjęcia, spróbuj jeszcze raz [czasami pomaga Ctrl+F5]Na niej miał powstać dom zaprojektowany przez Panią Projektant, której nazwiska nie wspomnę, żeby nie robić złej reklamy.. W projekcie było mnóstwo błędów – włącznie ze źle zaprojektowanym stropem. Gdyby go wykonać zgodnie z projektem ściany domu złożyłyby się pod ciężarem dachu.

Ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałam. Ustalałyśmy więc w szczegółach, jak ma wyglądać mój wymarzony parterowy kanadyjczyk.

Ostatecznie rzut budynku wyglądał tak:

Jeśli masz kłopoty z wyświetleniem, spróbuj jeszcze raz [czasami pomaga Ctrl+F5]Całe moje (krótkie wtedy jeszcze) życie marzyłam o dużych oknach w salonie. Więc zaplanowałam 12 okien do podłogi i oczami wyobraźni widziałam ogród wchodzący do salonu….

Dzisiaj tak duża ilość ogromnych okien przyprawia mnie o palpitację serca za każdym razem, kiedy zimą dostaję rachunek za gaz. :)

Opublikowano w Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Komentarze są wyłączone

Skąd na początku lat 90. pomysł na budowę domu kanadyjskiego?

Wstyd powiedzieć, ale… nie pamiętam! W ogóle nie potrafię sobie przypomnieć, w jakim momencie i w jakich okolicznościach zainteresowałam się budownictwem kanadyjskim. Pamiętam za to, że odkąd zaczęłąm marzyć o domu to zawsze jego obraz przedstawiał dom z patyków.

Miałam dwadzieścia parę lat i małego syna, kiedy Rodzice przepisali na mnie piękną działkę pod Warszawą. Według mojej Mamy działka była na końcu świata i „jak ty, dziecko, będziesz tam mieszkać?” :) Ja jednak byłam uparta i oczyma wyobraźni widziałam swój dom tylko tam i tylko z drewna.

Przygotowania do budowy domu polegały w głównej mierze na uczeniu się technologii. W tamtych czasach kanadyjskie drewniane domy szkieletowe zbudowane w Polsce można było policzyć na palcach. Z książek dostępnych na rynku można było liczyć tylko na muratorowskie wydanie „Kanadyjski szkieletowy dom drewniany”, która była żywym tłumaczeniem z amerykańskiego. W dodatku tłumaczeniem dość starego wydania, w którym na dach polecano kłaść… eternit!

Mój Tata nie mógł uwierzyć, że chcę budować drewniany dom i w dodatku z patyków. Wychowany na podlaskiej wsi zbyt mocno pamiętał pożary drewnianych domów. Nie chciał słuchać, że kanadyjczyk to coś innego. Że na dachu nie ma strzechy z łatwopalnej słomy. Że to nie bal na wierzchu, tylko zwykły tynk. Dawny strach istniał i powodował pomiędzy nami spięcia.

A ja marzyłam o…..

Opublikowano w Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Komentarze są wyłączone

10. urodziny mojego kanadyjskiego domu

W tym roku minęło 10 lat, odkąd zamieszkałam w swoim domu – drewnianym szkielecie kanadyjskim. Z okazji jego 10. urodzin postanowiłam napisać ten blog. Zapraszam!

Kłopoty z serwerem? Spróbuj jeszcze raz! [ewentualnie sprawdź działąnie Ctrl+F5]

dom kanadyjski

Opublikowano w Bez kategorii | Otagowano , , , | Komentarze są wyłączone